AKTUALNOŚCI Z KRAJU I ZE ŚWIATA
Joe, chłopiec znikąd 2010-01-24
Gdy po raz pierwszy zobaczyliśmy czteroletniego Joe, serca nam pękły. Ledwo był w stanie usiąść. Oczyszczał z okruchów mały kawałek tektury, który stał się dla niego domem. Przygotowywał sobie miejsce do...
Joe Lowry, Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, Haiti
Gdy po raz pierwszy zobaczyliśmy czteroletniego Joe, serca nam pękły.
Ledwo był w stanie usiąść. Oczyszczał z okruchów mały kawałek tektury, który stał się dla niego domem. Przygotowywał sobie miejsce do spania, tak jak zrobiłaby to jego mama. Zamknął oczy i zapadł w głęboki sen.
Joe to chłopiec znikąd. Ktoś zauważył go leżącego na ziemi, nagiego. Zabrano do szpitala polowego Norweskiego Czerwonego Krzyża w centrum zrujnowanej stolicy Haiti.
Mageli St Simon, wolontariuszka udzielająca pomocy psychologicznej w Haitańskim Stowarzyszeniu Czerwonego Krzyża, postanowiła zająć się chłopcem. - Miał obrażenia głowy i był chory, możliwe, że na malarie lub tyfus - opowiada Mageli.
Mageli zaczęła rozmawiać z chorym dzieckiem i następnego dnia udało jej się dowiedzieć jak chłopiec ma na imię. Dała mu długopis i kartkę papieru, a on narysował swoich rodziców.
Później dała chłopcu telefon-zabawkę.
- Zaczął rozmawiać ze swoją mamą. Spytałam go co mu powiedziała. Joe odparł: "Mówi: nie szukaj mnie, nie żyję"
- Nie wiem skąd to wiedział, ktoś musiał mu powiedzieć zanim się zgubił.
Po trzech dniach Joe czuje się już lepiej. Wciąż jest chory, ale pije wodę i trochę je. Narysował dla nas krzyż. Powiedziałem mu, że też mam na imię Joe, a on spojrzał mi głęboko w oczy.
Jest pięknym, delikatnym małym chłopcem z lekkim zezem, który sprawia, że wydaje się jeszcze bardziej bezbronny. Aż chce się otoczyć go czułą opieką.
Mageli zgadza się z nami. - Trzeba naprawdę zrozumieć siebie, zanim zrozumie się innych ludzi. To właśnie dlatego zajmuję się Joe, żeby zrozumieć jego potrzeby. Nie mogę dać innym pieniędzy, ale mogę pomóc w swój własny sposób.
Jeśli okaże się, że Joe nie ma żadnych krewnych, którzy wezmą na siebie odpowiedzialność opieki nad nim, ten mały chłopiec znajdzie się w sierocińcu, gdy tylko znajdzie się odpowiednia instytucja zajmująca się sierotami. Ale Joe poradzi sobie - w końcu wywinął się śmierci.
























